Jezu zraniony, na me duszne rany
Jezu zraniony, na me duszne rany, tak wiele razy już lekarz doznany Dziwny w tej mierze, że nic nie bierze, jeszcze niebem płaci. Ach! Ja bez mózgu, bo prawie szalony, tak ciężko będąc na duszy zraniony Przecież ja do tego lekarza świętego nigdy nie pośpieszam. Bardziej mi piekło i smoła smakuje, niżeli Jezus, choć niebem cukruje; Ach, co poradzisz, kiedy nie odradzisz, tak szalonej głowie. Wtenczas ja spojrzę, gdy w piekle po uszy lub przy skonaniu czarci strzegą duszy, Tam rozum przybędzie, ale nie w czas będzie, bo zapadnie klamka. Już się domyślam, kto te sztuki robi, kto omamiwszy swoje rzeczy zdobi, Wszak to czart przeklęty, sidła i ponęty, jak na ptaszka stawia. Złe pomyślenie, mruganie, żarciki, grzeszne rozmowy, szpetne koncerciki Tysiąc ran zadają, na śmierć zabijają, Jezusa mojego. Odtąd, mój Jezu, z dusznymi ranami, choć czartowskimi brząkam kajdanami, Pójdę ja do Ciebie, przyjmij mnie do Siebie, miłosierny Jezu! Gdy wraz pójdziemy, tak nie sądzę siebie: żem jest okrutnym tyranem dla Ciebie, Drugi raz krzyżuję, biję, policzkuję, gdy się na grzech odważę. Wiem, że to wszystko na sąd straszny będzie, gdy Bóg złości nasze sądzić zasiędzie; Jaki tam strach będzie, kiedy moje świat wszędzie skryte grzechy rozgłosi! Wiem, że mi wszecie Bóg darować raczy, gdy skruszone go łzy w oczach mych zobaczyć; Już nachylam szyję i w piersi się biję i stawam pod krzyżem. Niech Twa krew święta obmyje szkarady, czartowskie (się) już odkryją zdrady, Ja sobie to tuszę, już moc zbawić duszę, że pójdę do nieba.
Archiwum Podlaskiego Instytutu Kultury / nagrano w Bielsku Podlaskim (1985)
Pogrzebowa
©