Kalina w lesie pochyliła się
Kalina w lesie pochyliła się, Kasieńka z Jasieńkiem pogniewała się. Pogniewała się sama, nie wie o co, Przyjechał Jasieńko, sam nie wie po co. Pojechał Jasio na polowanie, Zostawił Kasieńkę swoje kochanie. Przyjechal w nocy około północy, Zapukał, zapukał, zapłakane oczy. Kasienia stała, jakby nie spała, Otarła oczeńka i pocałowała. Kasieniu moja, napój mi konia. Nie będę poiła, bo nie twoja żona. Chociaż nie żona, ale kochanka, Napój mi konika mojego kasztanka. Koń wodę pije, kopytami bije, Uciekaj Kasieńko, bo on cię zabije. Oj nie zabije, bo nie dogoni Mam Jasia kochanka, to on mnie obroni. A jak zabije to pochowają, W zielonym gaiku gdzie ptaszki śpiewają.
Archiwum Podlaskiego Instytutu Kultury / nagrano w Siemiatyczach (1976)
Pogrzebowa (Hymn Św Bernarda, część Różańca do Imienia Jezus śpiewanego podczas czuwania przy zmarłych)
©