Daj mi Boże żonę, żonę jak najprędzej
Daj mi Boże żonę, żonę jak najprędzej, Bo mnie dokuczyła bieda i ta nędza Bo mnie bieda dokuczyła i roboty nauczyła, Daj mnie Boże żonę, żonę jak najprędzej. Pięknej żony nie chcę, nie będzie robiła, Tylko w lusterecku bedzie się stroiła W łóżku leży w lustrze siedzi w gospodarce nic nie wiedzie Cóż mi z takiej żony, że wydaje tony. Ja bogatej nie chce będzie wymawiała: "Tyś błaźnie nic nie miał ja ci wszystko dała" Tylko chodzi w wielkiej złości, Zdejmuj czapke przed jej mości Ach biada mężowi nie gospodarzowi. Ja wdoweńki nie chce bo nosi żałobę, bo po nieboszczyku łamie ręce obie Nieboszczyka z grobu ruszy, mnie młodemu głowę suszy U niej pasierbięta gorzej, jak szczenięta. Wezme se dziewczyne z ubogiego domu, Dorobie się chleba jesce dam i komu. Żeby była bogobojna, bogobojna dobrowolna, Będziem dobrze żyli, będziem się cieszyli.
Archiwum Podlaskiego Instytutu Kultury
Obyczajowa
©